Oszczędzanie jest ostatnio modne. Dotyczy nie tylko kieszeni
Kowalskiego, ale również portfela jego szefa, który prędzej zatrudni go na
umowę-zlecenie aniżeli podpisze z nim umowę o pracę. Powód jest prosty – dużo mniejsze
koszty utrzymania stanowiska pracy.
Umowa-zlecenie jest umową cywilno-prawną, co oznacza, że
stosuje się do niej przepisy kodeksu cywilnego, a nie kodeksu pracy. W
przypadku sporu wszelkie wątpliwości rozstrzyga się więc nie przed sądem pracy,
a w procesie cywilnym. Co więcej, osoba zatrudniona w ten sposób nie może liczyć
na te same przywileje, które przysługują zatrudnionym na etat.
![]() |
| Fot: Umowa |
W celu uniknięcia nieporozumień, należy spisać w umowie
oczekiwania obu stron. Trzeba przede wszystkim określić, co jest przedmiotem
umowy i jaki będzie czas jej trwania. Wspólnie ze zleceniodawcą zleceniobiorca
ustala ponadto inne warunki, np. to, czy praca ma być wykonywana w firmie czy
poza nią oraz wysokość wynagrodzenia. Dosyć istotną kwestią jest też to, czy
zleceniobiorca chce przystąpić do dobrowolnego ubezpieczenia chorobowego.
W sytuacji, gdy pracownik zatrudniony jest na
umowę-zlecenie, może niestety zapomnieć o płatnym urlopie wypoczynkowym. To od
zleceniobiorcy zależy to, w jaki sposób zorganizuje sobie pracę, więc pojęcie płatnego urlopu praktycznie tutaj nie
istnieje. Dzieje się tak, ponieważ nie ma takiego przepisu, który nakładałby
obowiązek udzielania dni wolnych. Warto jednak pamiętać, iż każda umowa-zlecenie
może być ukształtowana według potrzeb oraz uznania stron, zgodnie ze swobodą
umów. Dlatego nic nie stoi na przeszkodzie, aby zleceniodawca i zleceniobiorca
ustanowili w swojej umowie płatne przerwy, a także ich długość w wykonywaniu
zlecenia. To samo tyczy się nadgodzin – to, czy zostaną zapłacone, zależy od
tego, jak zleceniodawca umówi się ze zleceniobiorcą.
Od umowy-zlecenia pracodawca odprowadza tylko składki
emerytalne, rentowe, wypadkowe i zdrowotne. Składki chorobowe są natomiast dobrowolne,
przez co zleceniobiorca ma nieco więcej pieniędzy „na rękę”. Nie przysługuje mu niestety prawo do płatnego
zwolnienia lekarskiego ani urlopu macierzyńskiego. Istnieje jednak możliwość zgłoszenia
się do płatnego ubezpieczenia chorobowego. Trzeba jedynie złożyć u
zleceniodawcy wniosek o objęcie ubezpieczeniem chorobowym. Nastąpi ono od dnia,
który zleceniobiorca wskazał we wniosku. Składka chorobowa wynosi 2,45% pensji
i jest odprowadzana do ZUS przez zleceniodawcę. Po upływie 90 dni od chwili
podlegania ubezpieczeniu, zleceniobiorca będzie mieć prawo do płatnego
zwolnienia lekarskiego. Ponadto, jeżeli w trakcie podlegania ubezpieczeniu
kobieta urodzi dziecko, zyska prawo do zasiłku macierzyńskiego w okresie urlopu
(zasiłek przysługuje od razu, bez oczekiwania 90 dni).
![]() |
| Fot: podpisanie_umowy |
Jak w każdym przypadku, tak również i w tym, warto znać nie
tylko swoje obowiązki, ale i prawa. Jeżeli osoba zatrudniona na umowę-zlecenie
musi przychodzić do firmy w określonych
godzinach, szef dyktuje jej to, co i kiedy ma robić, a przy tym jej wolą
nie było zawarcie takiej umowy, czyli zostało to narzucone przez zleceniodawcę,
to jej praca ma formę etatu. Zleceniobiorca może w takiej sytuacji wystąpić do
sądu. Jeżeli wygra sprawę, zleceniodawca będzie miał obowiązek zapłacenia
zaległych składek w ZUS, nadgodzin, ekwiwalentu za urlop oraz wydać za okres
zatrudnienia na umowę –zlecenie zaległe świadectwo pracy.


Jest zlecenie są pieniądze.:)
OdpowiedzUsuńKażde zlecenie to dodatkowy zastrzyk pieniędzy. Każdy chyba chciałby mieć jak najwięcej zleceń i nieskończoną wydajność.
OdpowiedzUsuń