poniedziałek, 17 września 2012

Mieszkanie z przydziału

Mieszkanie służy do zaspokojenia jednej z najbardziej podstawowych potrzeb, a mimo to coraz trudniej jest stać się jego właścicielem. Jeśli nie dysponujemy wystarczającą ilością gotówki, pozostaje liczyć, iż posiadamy przynajmniej… zdolność kredytową. Jeżeli natomiast nie mamy i tej ostatniej, a wynajmowanie mieszkanie wydaje nam się nierentownym przedsięwzięciem, warto rozważyć ubieganie się o mieszkanie z gminy.

Gmina teoretycznie powinna zapewniać lokale komunalne. W praktyce jednak nie ma zwykle tylu mieszkań, by zaspokoić potrzeby wszystkich. Kolejka oczekujących jest przez to długa, aczkolwiek są sytuacje, w których warto w niej stanąć.

Fot: bi.gaz

Gmina dysponuje trzema rodzajami mieszkań: socjalnymi, społecznymi oraz komunalnymi „zwykłymi”. Lokale socjalne otrzymują m. in. osoby eksmitowane, które spełniają konkretnie ustalone kryteria: niepełnoletni, kobiety w ciąży, obłożnie chorzy, ubezwłasnowolnieni oraz ich opiekuni, renciści i emeryci otrzymujący pomoc z opieki społecznej, a także bezrobotni. Jeżeli sąd w wyroku eksmisyjnym przyznał taki lokal, gmina ma obowiązek tego dopełnić. W takich mieszkaniach na jedną osobę w rodzinie przypada co najmniej 5 m kw., a na osobę samotną – maksymalnie 10 m kw.

Lokale społeczne jawią się natomiast jako określona pula mieszkań na wypadek sytuacji nadzwyczajnych. Mogą się o nie starać pogorzelcy, ofiary katastrof żywiołowych i budowlanych, osoby, którym kończy się okres wypowiedzenia z prywatnych kamienic, wychowankowie domów dziecka, osoby z wyrokiem eksmisji bez prawa do lokalu socjalnego.

O ostatni rodzaj mieszkań może ubiegać się teoretycznie największa liczba osób, lecz należy pamiętać, że przy ich przyznawaniu obowiązują surowe kryteria oraz skomplikowany system punktacji. Ustalając punktację, zawsze bierze się łącznie pod uwagę: 
  • dochody – dochód gospodarstwa domowego nie może przekroczyć limitu ustalanego przez konkretną gminę;
  • miejsce i czas zamieszkania – osoba starająca się o lokal musi zamieszkiwać konkretną gminę i być zameldowana na jej terenie co najmniej od kilku lat;
  • dotychczasowe warunki lokalowe – pierwszeństwo mają osoby mieszkające w lokalach o złym stanie technicznym, zagrzybionych czy nadmiernie zagęszczonych (mniej niż 5 m kw. na osobę), istotna jest również sytuacja domowa, np. czy występują patologie, czy rozwiedzione małżeństwo dalej mieszka razem, itp.; 
  • prawa do innego lokalu – osoba starająca się o lokal z gminy nie może mieć prawa do innego mieszkania, tyczy się to również jej ew. małżonka; 
  • preferencje gminy – każda gmina ustala własne preferencje, które mogą obejmować np. osoby niepełnosprawne czy wychowanków domów dziecka.     

Jeżeli jesteśmy zainteresowani mieszkaniem z przydziału, musimy dowiedzieć się, czy spełniamy kryteria obowiązujące w naszej gminie. Jeśli tak, pytamy o to, jakie dokumenty należy dołączyć do wniosku (np. kopię dowodu osobistego, zaświadczenie o czasie zamieszkiwania, zaświadczenie o wysokości zarobków). Następnie wypełniamy wniosek, zaznaczając, o jaki typ mieszkania się staramy i dołączamy do niego wymagane dokumenty. Kiedy mija termin rozpatrzenia wniosków, sprawdzamy zaś, czy trafiliśmy na listę oczekujących i na które miejsce. Im nasza sytuacja jest trudniejsza, tym więcej zdobyliśmy punktów, a tym samym jesteśmy na wyższej pozycji. Kiedy natomiast jesteśmy przy końcu listy, pocieszeniem może być jedynie fakt, że im dłużej czekamy, tym więcej dodatkowych punktów nam się dolicza.

W każdym z przypadków mieszkania z gminy nie dostajemy na własność, lecz jedynie stajemy się jego najemcami i podpisujemy z gminą umowę najmu. Przy braku własnego „M”  i niekorzystnej sytuacji finansowej, nawet taki układ jest kuszącą perspektywą. Jak bowiem głosi stare przysłowie: „Lepszy rydz... niż nic".                                 

poniedziałek, 10 września 2012

Masz zlecenie!


Oszczędzanie jest ostatnio modne. Dotyczy nie tylko kieszeni Kowalskiego, ale również portfela jego szefa, który prędzej zatrudni go na umowę-zlecenie aniżeli podpisze z nim umowę o pracę. Powód jest prosty – dużo mniejsze koszty utrzymania stanowiska pracy.

Umowa-zlecenie jest umową cywilno-prawną, co oznacza, że stosuje się do niej przepisy kodeksu cywilnego, a nie kodeksu pracy. W przypadku sporu wszelkie wątpliwości rozstrzyga się więc nie przed sądem pracy, a w procesie cywilnym. Co więcej, osoba zatrudniona w ten sposób nie może liczyć na te same przywileje, które przysługują zatrudnionym na etat.

Fot:  Umowa 

W celu uniknięcia nieporozumień, należy spisać w umowie oczekiwania obu stron. Trzeba przede wszystkim określić, co jest przedmiotem umowy i jaki będzie czas jej trwania. Wspólnie ze zleceniodawcą zleceniobiorca ustala ponadto inne warunki, np. to, czy praca ma być wykonywana w firmie czy poza nią oraz wysokość wynagrodzenia. Dosyć istotną kwestią jest też to, czy zleceniobiorca chce przystąpić do dobrowolnego ubezpieczenia chorobowego.

W sytuacji, gdy pracownik zatrudniony jest na umowę-zlecenie, może niestety zapomnieć o płatnym urlopie wypoczynkowym. To od zleceniobiorcy zależy to, w jaki sposób zorganizuje sobie pracę, więc  pojęcie płatnego urlopu praktycznie tutaj nie istnieje. Dzieje się tak, ponieważ nie ma takiego przepisu, który nakładałby obowiązek udzielania dni wolnych. Warto jednak pamiętać, iż każda umowa-zlecenie może być ukształtowana według potrzeb oraz uznania stron, zgodnie ze swobodą umów. Dlatego nic nie stoi na przeszkodzie, aby zleceniodawca i zleceniobiorca ustanowili w swojej umowie płatne przerwy, a także ich długość w wykonywaniu zlecenia. To samo tyczy się nadgodzin – to, czy zostaną zapłacone, zależy od tego, jak zleceniodawca umówi się ze zleceniobiorcą.

Od umowy-zlecenia pracodawca odprowadza tylko składki emerytalne, rentowe, wypadkowe i zdrowotne. Składki chorobowe są natomiast dobrowolne, przez co zleceniobiorca ma nieco więcej pieniędzy „na rękę”.  Nie przysługuje mu niestety prawo do płatnego zwolnienia lekarskiego ani urlopu macierzyńskiego. Istnieje jednak możliwość zgłoszenia się do płatnego ubezpieczenia chorobowego. Trzeba jedynie złożyć u zleceniodawcy wniosek o objęcie ubezpieczeniem chorobowym. Nastąpi ono od dnia, który zleceniobiorca wskazał we wniosku. Składka chorobowa wynosi 2,45% pensji i jest odprowadzana do ZUS przez zleceniodawcę. Po upływie 90 dni od chwili podlegania ubezpieczeniu, zleceniobiorca będzie mieć prawo do płatnego zwolnienia lekarskiego. Ponadto, jeżeli w trakcie podlegania ubezpieczeniu kobieta urodzi dziecko, zyska prawo do zasiłku macierzyńskiego w okresie urlopu (zasiłek przysługuje od razu, bez oczekiwania 90 dni).

Fot:  podpisanie_umowy 

Jak w każdym przypadku, tak również i w tym, warto znać nie tylko swoje obowiązki, ale i prawa. Jeżeli osoba zatrudniona na umowę-zlecenie musi przychodzić do firmy w określonych  godzinach, szef dyktuje jej to, co i kiedy ma robić, a przy tym jej wolą nie było zawarcie takiej umowy, czyli zostało to narzucone przez zleceniodawcę, to jej praca ma formę etatu. Zleceniobiorca może w takiej sytuacji wystąpić do sądu. Jeżeli wygra sprawę, zleceniodawca będzie miał obowiązek zapłacenia zaległych składek w ZUS, nadgodzin, ekwiwalentu za urlop oraz wydać za okres zatrudnienia na umowę –zlecenie zaległe świadectwo pracy.

poniedziałek, 3 września 2012

W sieci zakupów


Zakupy w sieci są coraz popularniejsze. Minęły już czasy, kiedy nie wiedzieliśmy, co, jak i dlaczego. Teraz niemal każdy ma za sobą jakąś internetową transakcję. Oszczędzamy w ten sposób czas, a często także pieniądze. Sceptycy tej formy nabywania różnych rzeczy twierdzą jednak, że to nie to samo, co tradycyjny „shopping”,  bo nie można przecież wziąć do ręki, dotknąć czy przymierzyć. Owszem, to prawda. Nie należy jednak zapominać, że można reklamować.

Fot:  klientki.pl 
Zgodnie z polskim prawem internauta ma 10 dni na zwrot towaru zakupionego w sieci, bez podania przyczyny. Jeżeli więc np. kupiliśmy buty, które są za małe lub sukienkę, która źle leży, wystarczy w tym czasie napisać e-mail z naszą decyzją do sprzedającego. Kupujący płaci w tym wypadku tylko za odesłanie towaru do sprzedawcy, zaś ten powinien zwrócić klientowi pieniądze zarówno za przedmiot, jak i za wysyłkę doliczoną wcześniej do ceny zamówienia. Zwrócone pieniądze powinny pojawić się na koncie kupującego nie później niż dwa tygodnie po odebraniu pisma przez sprzedawcę.

Możliwość skorzystania ze zwrotu pieniędzy bez podania przyczyny tracą osoby, które licytowały przedmiot na aukcji lub kupują od osób nieprowadzących działalności gospodarczej. Podobnie sprawa wygląda w sytuacji, kiedy tak sprzedawca, jak i kupujący są przedsiębiorcami. Wtedy bowiem zwrot pieniędzy zależy wyłącznie od dobrej woli firmy.

Przedmioty zakupione za pośrednictwem Internetu można również reklamować, np. kiedy stwierdzimy wady lub gdy towar po prostu nie odpowiada opisowi. Jeżeli sprzedawca uzna reklamację, to ma prawo wyboru dalszego postępowania, a więc może zwrócić pieniądze, naprawić uszkodzenia lub wymienić towar na nowy. Osoba sprzedająca ma 14 dni na to, aby odnieść się do naszej reklamacji. Jeśli nie dopełni tej formalności, oznacza to automatyczne uznanie roszczeń, przy czym przepisy nie określają tego, w jakim czasie należy odesłać przedmiot do kupującego.

Co się tyczy natomiast czasu realizacji zamówienia, to według obowiązującego prawa sprzedający powinien wysłać towar w ciągu 30 dni od zakupu przez klienta, aczkolwiek w praktyce czas oczekiwania jest o wiele krótszy. Często sprzedający zamieszczają na swoich stronach informacje na temat czasu i sposobu wysyłki. Musimy pamiętać, iż zapis mówiący, że towar będzie wysłany w ciągu 24 h, oznacza, iż nastąpi to w ciągu doby od daty zaksięgowania wpłaty kupującego.

Fot:  niak.pl
Znając warunki internetowych zakupów, jesteśmy w korzystniejszej sytuacji niż osoby, które zasiadają przed komputerem i nie zastanawiając się, wybierając grafikę przedstawiającą zakupowy koszyk, po czym bez namysłu klikają enter. Od dawna wiadomo, iż nieznajomość prawa szkodzi. Mając jednak świadomość warunków zakupów w sieci, możemy się nimi cieszyć, nie wychodząc z domu i nie narażając na  nieodwołalne rozczarowania.