poniedziałek, 17 września 2012

Mieszkanie z przydziału

Mieszkanie służy do zaspokojenia jednej z najbardziej podstawowych potrzeb, a mimo to coraz trudniej jest stać się jego właścicielem. Jeśli nie dysponujemy wystarczającą ilością gotówki, pozostaje liczyć, iż posiadamy przynajmniej… zdolność kredytową. Jeżeli natomiast nie mamy i tej ostatniej, a wynajmowanie mieszkanie wydaje nam się nierentownym przedsięwzięciem, warto rozważyć ubieganie się o mieszkanie z gminy.

Gmina teoretycznie powinna zapewniać lokale komunalne. W praktyce jednak nie ma zwykle tylu mieszkań, by zaspokoić potrzeby wszystkich. Kolejka oczekujących jest przez to długa, aczkolwiek są sytuacje, w których warto w niej stanąć.

Fot: bi.gaz

Gmina dysponuje trzema rodzajami mieszkań: socjalnymi, społecznymi oraz komunalnymi „zwykłymi”. Lokale socjalne otrzymują m. in. osoby eksmitowane, które spełniają konkretnie ustalone kryteria: niepełnoletni, kobiety w ciąży, obłożnie chorzy, ubezwłasnowolnieni oraz ich opiekuni, renciści i emeryci otrzymujący pomoc z opieki społecznej, a także bezrobotni. Jeżeli sąd w wyroku eksmisyjnym przyznał taki lokal, gmina ma obowiązek tego dopełnić. W takich mieszkaniach na jedną osobę w rodzinie przypada co najmniej 5 m kw., a na osobę samotną – maksymalnie 10 m kw.

Lokale społeczne jawią się natomiast jako określona pula mieszkań na wypadek sytuacji nadzwyczajnych. Mogą się o nie starać pogorzelcy, ofiary katastrof żywiołowych i budowlanych, osoby, którym kończy się okres wypowiedzenia z prywatnych kamienic, wychowankowie domów dziecka, osoby z wyrokiem eksmisji bez prawa do lokalu socjalnego.

O ostatni rodzaj mieszkań może ubiegać się teoretycznie największa liczba osób, lecz należy pamiętać, że przy ich przyznawaniu obowiązują surowe kryteria oraz skomplikowany system punktacji. Ustalając punktację, zawsze bierze się łącznie pod uwagę: 
  • dochody – dochód gospodarstwa domowego nie może przekroczyć limitu ustalanego przez konkretną gminę;
  • miejsce i czas zamieszkania – osoba starająca się o lokal musi zamieszkiwać konkretną gminę i być zameldowana na jej terenie co najmniej od kilku lat;
  • dotychczasowe warunki lokalowe – pierwszeństwo mają osoby mieszkające w lokalach o złym stanie technicznym, zagrzybionych czy nadmiernie zagęszczonych (mniej niż 5 m kw. na osobę), istotna jest również sytuacja domowa, np. czy występują patologie, czy rozwiedzione małżeństwo dalej mieszka razem, itp.; 
  • prawa do innego lokalu – osoba starająca się o lokal z gminy nie może mieć prawa do innego mieszkania, tyczy się to również jej ew. małżonka; 
  • preferencje gminy – każda gmina ustala własne preferencje, które mogą obejmować np. osoby niepełnosprawne czy wychowanków domów dziecka.     

Jeżeli jesteśmy zainteresowani mieszkaniem z przydziału, musimy dowiedzieć się, czy spełniamy kryteria obowiązujące w naszej gminie. Jeśli tak, pytamy o to, jakie dokumenty należy dołączyć do wniosku (np. kopię dowodu osobistego, zaświadczenie o czasie zamieszkiwania, zaświadczenie o wysokości zarobków). Następnie wypełniamy wniosek, zaznaczając, o jaki typ mieszkania się staramy i dołączamy do niego wymagane dokumenty. Kiedy mija termin rozpatrzenia wniosków, sprawdzamy zaś, czy trafiliśmy na listę oczekujących i na które miejsce. Im nasza sytuacja jest trudniejsza, tym więcej zdobyliśmy punktów, a tym samym jesteśmy na wyższej pozycji. Kiedy natomiast jesteśmy przy końcu listy, pocieszeniem może być jedynie fakt, że im dłużej czekamy, tym więcej dodatkowych punktów nam się dolicza.

W każdym z przypadków mieszkania z gminy nie dostajemy na własność, lecz jedynie stajemy się jego najemcami i podpisujemy z gminą umowę najmu. Przy braku własnego „M”  i niekorzystnej sytuacji finansowej, nawet taki układ jest kuszącą perspektywą. Jak bowiem głosi stare przysłowie: „Lepszy rydz... niż nic".                                 

poniedziałek, 10 września 2012

Masz zlecenie!


Oszczędzanie jest ostatnio modne. Dotyczy nie tylko kieszeni Kowalskiego, ale również portfela jego szefa, który prędzej zatrudni go na umowę-zlecenie aniżeli podpisze z nim umowę o pracę. Powód jest prosty – dużo mniejsze koszty utrzymania stanowiska pracy.

Umowa-zlecenie jest umową cywilno-prawną, co oznacza, że stosuje się do niej przepisy kodeksu cywilnego, a nie kodeksu pracy. W przypadku sporu wszelkie wątpliwości rozstrzyga się więc nie przed sądem pracy, a w procesie cywilnym. Co więcej, osoba zatrudniona w ten sposób nie może liczyć na te same przywileje, które przysługują zatrudnionym na etat.

Fot:  Umowa 

W celu uniknięcia nieporozumień, należy spisać w umowie oczekiwania obu stron. Trzeba przede wszystkim określić, co jest przedmiotem umowy i jaki będzie czas jej trwania. Wspólnie ze zleceniodawcą zleceniobiorca ustala ponadto inne warunki, np. to, czy praca ma być wykonywana w firmie czy poza nią oraz wysokość wynagrodzenia. Dosyć istotną kwestią jest też to, czy zleceniobiorca chce przystąpić do dobrowolnego ubezpieczenia chorobowego.

W sytuacji, gdy pracownik zatrudniony jest na umowę-zlecenie, może niestety zapomnieć o płatnym urlopie wypoczynkowym. To od zleceniobiorcy zależy to, w jaki sposób zorganizuje sobie pracę, więc  pojęcie płatnego urlopu praktycznie tutaj nie istnieje. Dzieje się tak, ponieważ nie ma takiego przepisu, który nakładałby obowiązek udzielania dni wolnych. Warto jednak pamiętać, iż każda umowa-zlecenie może być ukształtowana według potrzeb oraz uznania stron, zgodnie ze swobodą umów. Dlatego nic nie stoi na przeszkodzie, aby zleceniodawca i zleceniobiorca ustanowili w swojej umowie płatne przerwy, a także ich długość w wykonywaniu zlecenia. To samo tyczy się nadgodzin – to, czy zostaną zapłacone, zależy od tego, jak zleceniodawca umówi się ze zleceniobiorcą.

Od umowy-zlecenia pracodawca odprowadza tylko składki emerytalne, rentowe, wypadkowe i zdrowotne. Składki chorobowe są natomiast dobrowolne, przez co zleceniobiorca ma nieco więcej pieniędzy „na rękę”.  Nie przysługuje mu niestety prawo do płatnego zwolnienia lekarskiego ani urlopu macierzyńskiego. Istnieje jednak możliwość zgłoszenia się do płatnego ubezpieczenia chorobowego. Trzeba jedynie złożyć u zleceniodawcy wniosek o objęcie ubezpieczeniem chorobowym. Nastąpi ono od dnia, który zleceniobiorca wskazał we wniosku. Składka chorobowa wynosi 2,45% pensji i jest odprowadzana do ZUS przez zleceniodawcę. Po upływie 90 dni od chwili podlegania ubezpieczeniu, zleceniobiorca będzie mieć prawo do płatnego zwolnienia lekarskiego. Ponadto, jeżeli w trakcie podlegania ubezpieczeniu kobieta urodzi dziecko, zyska prawo do zasiłku macierzyńskiego w okresie urlopu (zasiłek przysługuje od razu, bez oczekiwania 90 dni).

Fot:  podpisanie_umowy 

Jak w każdym przypadku, tak również i w tym, warto znać nie tylko swoje obowiązki, ale i prawa. Jeżeli osoba zatrudniona na umowę-zlecenie musi przychodzić do firmy w określonych  godzinach, szef dyktuje jej to, co i kiedy ma robić, a przy tym jej wolą nie było zawarcie takiej umowy, czyli zostało to narzucone przez zleceniodawcę, to jej praca ma formę etatu. Zleceniobiorca może w takiej sytuacji wystąpić do sądu. Jeżeli wygra sprawę, zleceniodawca będzie miał obowiązek zapłacenia zaległych składek w ZUS, nadgodzin, ekwiwalentu za urlop oraz wydać za okres zatrudnienia na umowę –zlecenie zaległe świadectwo pracy.

poniedziałek, 3 września 2012

W sieci zakupów


Zakupy w sieci są coraz popularniejsze. Minęły już czasy, kiedy nie wiedzieliśmy, co, jak i dlaczego. Teraz niemal każdy ma za sobą jakąś internetową transakcję. Oszczędzamy w ten sposób czas, a często także pieniądze. Sceptycy tej formy nabywania różnych rzeczy twierdzą jednak, że to nie to samo, co tradycyjny „shopping”,  bo nie można przecież wziąć do ręki, dotknąć czy przymierzyć. Owszem, to prawda. Nie należy jednak zapominać, że można reklamować.

Fot:  klientki.pl 
Zgodnie z polskim prawem internauta ma 10 dni na zwrot towaru zakupionego w sieci, bez podania przyczyny. Jeżeli więc np. kupiliśmy buty, które są za małe lub sukienkę, która źle leży, wystarczy w tym czasie napisać e-mail z naszą decyzją do sprzedającego. Kupujący płaci w tym wypadku tylko za odesłanie towaru do sprzedawcy, zaś ten powinien zwrócić klientowi pieniądze zarówno za przedmiot, jak i za wysyłkę doliczoną wcześniej do ceny zamówienia. Zwrócone pieniądze powinny pojawić się na koncie kupującego nie później niż dwa tygodnie po odebraniu pisma przez sprzedawcę.

Możliwość skorzystania ze zwrotu pieniędzy bez podania przyczyny tracą osoby, które licytowały przedmiot na aukcji lub kupują od osób nieprowadzących działalności gospodarczej. Podobnie sprawa wygląda w sytuacji, kiedy tak sprzedawca, jak i kupujący są przedsiębiorcami. Wtedy bowiem zwrot pieniędzy zależy wyłącznie od dobrej woli firmy.

Przedmioty zakupione za pośrednictwem Internetu można również reklamować, np. kiedy stwierdzimy wady lub gdy towar po prostu nie odpowiada opisowi. Jeżeli sprzedawca uzna reklamację, to ma prawo wyboru dalszego postępowania, a więc może zwrócić pieniądze, naprawić uszkodzenia lub wymienić towar na nowy. Osoba sprzedająca ma 14 dni na to, aby odnieść się do naszej reklamacji. Jeśli nie dopełni tej formalności, oznacza to automatyczne uznanie roszczeń, przy czym przepisy nie określają tego, w jakim czasie należy odesłać przedmiot do kupującego.

Co się tyczy natomiast czasu realizacji zamówienia, to według obowiązującego prawa sprzedający powinien wysłać towar w ciągu 30 dni od zakupu przez klienta, aczkolwiek w praktyce czas oczekiwania jest o wiele krótszy. Często sprzedający zamieszczają na swoich stronach informacje na temat czasu i sposobu wysyłki. Musimy pamiętać, iż zapis mówiący, że towar będzie wysłany w ciągu 24 h, oznacza, iż nastąpi to w ciągu doby od daty zaksięgowania wpłaty kupującego.

Fot:  niak.pl
Znając warunki internetowych zakupów, jesteśmy w korzystniejszej sytuacji niż osoby, które zasiadają przed komputerem i nie zastanawiając się, wybierając grafikę przedstawiającą zakupowy koszyk, po czym bez namysłu klikają enter. Od dawna wiadomo, iż nieznajomość prawa szkodzi. Mając jednak świadomość warunków zakupów w sieci, możemy się nimi cieszyć, nie wychodząc z domu i nie narażając na  nieodwołalne rozczarowania. 

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Witaj szkoło, witajcie... wydatki


Nadejście września wielu z nas odczuje nie tylko wtedy, gdy co rano będzie wyprawiać dzieci do szkoły, ale również wtedy… gdy zajrzy do swojego portfela. Szkolna wyprawka często mocno nadwyręża rodzinny budżet. Jeżeli nasza sytuacja finansowa nie należy do najlepszych, możemy skorzystać z pewnych świadczeń.

inger.pl
Od 1 września będzie można składać wnioski o zasiłki rodzinne oraz inne świadczenia. Kiedy Rada Ministrów uchwali nowe przepisy, to od 01.09.2012 r. miesięczne zasiłki będą wynosiły 77 zł na dziecko do 5. roku życia (było 68 zł), 106 zł na dziecko w wieku 5-18 lat ( było 91 zł), 115 zł na dziecko do 21 r. życia, jeżeli się uczy  lub do 24 r. życia w przypadku dziecka, które jest niepełnosprawne i studiuje (było 98 zł). Warunkiem jest dochód nieprzekraczający 539 zł netto w przeliczeniu na jedną osobę w rodzinie (wcześniej kwota ta wynosiła 504 zł).

Przy pobieraniu zasiłku rodzinnego lub po wystąpieniu o niego, można również uzyskać dodatki na uczące się dzieci: po 100 zł na dziecko (jednorazowo) na rozpoczęcie roku szkolnego, 90 zł miesięcznie na opłatę stancji, gdy dziecko uczy się w szkole ponadgimnazjalnej, 50 zł, kiedy dojeżdża do szkoły ponadgimnazjalnej. Warunkiem jest, podobnie jak w przypadku zasiłku rodzinnego, dochód nieprzekraczający 539 zł netto na osobę lub 623 zł, jeżeli w rodzinie jest dziecko niepełnosprawne. Wniosek należy złożyć do najbliższego ośrodka pomocy społecznej.

Jednorazowo możemy uzyskać również dopłaty do książek. W zależności od klasy i szkoły, do której uczęszcza dziecko, kwota dopłaty będzie wynosiła od 180 do 325 zł. W tym wypadku warunkiem otrzymania pomocy jest dochód na osobę do 539 zł netto miesięcznie, jeżeli dofinansowanie dotyczy podręczników dla uczniów pierwszej klasy szkoły podstawowej i pierwszej klasy ogólnokształcącej szkoły muzycznej I stopnia lub dochód 456 zł na osobę w sytuacji, gdy dopłata odnosi się do podręczników dla uczniów szkół ponadgimnazjalnych i ogólnokształcących. Wniosek składamy wraz z początkiem roku szkolnego do dyrekcji szkoły, do której będzie uczęszczało nasze dziecko.

min.pl
Innym rodzajem pomocy jest stypendium szkolne. Jego kwota waha się między 72,80 zł a 180 zł. Nie jest ono wypłacane do ręki, lecz za tę sumę dziecko otrzymuje podręczniki, niezbędne przybory szkolne lub ma sfinansowane zajęcia dodatkowe. Warunkiem otrzymania takiego wsparcia jest dochód w rodzinie nieprzekraczający 456 zł netto miesięcznie w przeliczeniu na osobę. Wnioski należy składać do 15 września do ośrodka pomocy społecznej.

W przypadku przejściowo trudnej finansowo sytuacji rodziny z powodu zdarzenia losowego, jak np. zalania mieszkania w czasie powodzi, pożaru, poważnej choroby lub wypadku członka rodziny, można ubiegać się o zasiłek szkolny. Wynosi on jednorazowo do 455 zł, zaś wypłacany jest raz lub też kilka razy w roku szkolnym, zależnie od indywidualnej sytuacji rodziny. Wniosek należy w takich sytuacjach złożyć w ciągu 2 miesięcy od daty zdarzenia losowego do ośrodka pomocy społecznej.

Najlepiej, kiedy sami jesteśmy w stanie pokryć koszty szkolnych zakupów. Jeżeli jednak sprawia nam to olbrzymi kłopot, któremu nie jesteśmy w stanie samodzielnie zaradzić, nie należy długo się zastanawiać, lecz po prostu skorzystać z dofinansowań. Uśmiech dziecka na widok nowego piórnika niech będzie zaś wystarczającym wynagrodzeniem za trud złożenia wniosku.

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Czas na relaks


Świat pędzi coraz szybciej, a wraz z nim i my jesteśmy w ciągłym biegu. Pracujemy coraz dłużej, a po godzinach nadal myślimy o służbowych obowiązkach. Stres i zmęczenie to już stałe komponenty naszych codziennych dni. Jak to zmienić? Oto kilka sposobów.

Czasami źródłem problemu jest to, że nie potrafimy dobrze zarządzać swoim czasem. Próbujemy robić kilka rzeczy na raz, a efekty… nie są takie, jakich byśmy oczekiwali. Warto więc wykonując jakieś zadanie, całościowo się mu poświecić. Dopiero po zakończeniu, zabierać za następną rzecz. Pomocna w tym wypadku może być lista zadań, które mamy do wykonania. Możemy ponumerować je, oznaczając tym samym ich ważność i realizować, począwszy od tych, które są najpilniejsze. Taki harmonogram sprawi, iż lepiej wykorzystamy swój czas.

Fot.  milionkobiet.pl 
Kiedy kończymy pracę, powinniśmy automatycznie przestać myśleć  o służbowych obowiązkach. Niestety, łatwo powiedzieć, trudniej zaś wcielić to w życie. Gdy opuścimy swoje miejsce pracy, starajmy się odrzucać myśli na jej temat. Jeśli np. przyjdzie nam do głowy zastanawianie się nad sposobem pozyskania kolejnego klienta, czy zadręczanie się stosem dokumentów czekających na analizę, odpędźmy te myśli, przywołując coś pozytywnego. Zacznijmy planować spotkanie z przyjaciółmi, rodzinną kolację czy nawet tak pozornie błahą rzecz jak wybór olejku do kąpieli. Spróbujemy przypomnieć sobie o jakiejś zabawnej sytuacji. Na twarzy zamiast zmęczenia pojawi nam się uśmiech, a organizm za chwilę odskoczni  odwdzięczy się solidną dawką endorfiny.

Zastanówmy się, czy przypadkiem nie należymy do osób, które w pracy wyręczają innych. Kolega notorycznie prosi nas o przysługę, koleżanka chciałaby wyjść wcześniej, bo ma pilne sprawy. Pomoc innym jest potrzebna i pożądana, wszystko jednak musi mieć swoje granice. Kiedy takie sytuacje są częstym scenariuszem, musimy nauczyć się odmawiać. Ma to być uprzejme, aczkolwiek stanowcze „nie”. Nie musimy się z tego tłumaczyć, a jeśli czujemy taką potrzebę, wystarczy dodać: „Przepraszam,  chciałbym ci pomóc, ale sam mam dzisiaj dużo obowiązków”.

Kiedy natomiast nie wyrabiamy się z własnymi zadaniami, czas na rozmowę z szefem. Nie wybieramy się do niego z pretensjami, a z prośbą o radę. Powiedzmy, że np. ciężko pracujemy, a mimo to nie wystarcza nam czasu na wykonanie wszystkich zadań. Może być bowiem tak, że szef nie ma pojęcia, iż przydzielił nam za dużo obowiązków lub też widzi, że świetnie sobie radzimy i dlatego dokłada nam więcej pracy.

Powinniśmy również nauczyć się odpoczywać. Wbrew pozorom, nie jest to wcale takie proste. Nie wystarczy usiąść przed telewizorem, aby odreagować stres. Ważne jest, aby odpoczynek różnił się od pracy. Warto więc w sytuacji, kiedy na co dzień siedzimy za biurkiem, postawić na aktywny wypoczynek. Dobrze, jeśli znajdziemy sobie jakieś hobby, ponieważ, jak podają psychologowie, najlepiej odpoczywamy, zajmując się tym, co nas naprawdę fascynuje. Nie możemy również rezygnować z urlopu. Podczas dwóch tygodni przerwy od pracy, naładujemy akumulatory na kolejne miesiące wyzwań.

Fot.  wakacje.pl
Praca jest bardzo ważnym elementem naszego życia, jednak nie mniej istotnym od zdrowia i dobrej kondycji, tak fizycznej, jak i psychicznej. Postarajmy się więc tak zbilansować swój dzień, aby znalazł się w nim czas zarówno na obowiązki, jak i przyjemności. Będziemy bardziej wypoczęci, radośniejsi, a przez to również… bardziej wydajni kolejnego dnia pracy. Powodzenia! 

wtorek, 14 sierpnia 2012

Remont tańszy o VAT


Lato to pora roku, która sprzyja remontom. Warto wiedzieć, że każdy, kto kupił materiały budowlane i przy pracach remontowych nie korzystał z usług profesjonalnych firm, lecz remont wykonał sam lub z pomocą rodziny czy znajomych (czyli w tzw. systemie gospodarczym), może wystąpić o zwrot VAT.

Fot:  as=1 
Zwrot VAT przysługuje za materiały, które po 1 maja 2004 roku objęła wyższa stawka VAT (zmieniła się z 8% na 23%). Fiskus wypłaca różnicę między tymi stawkami. Każdą sumę podlegającą zwrotowi za poszczególne materiały budowlane wpisuje się w odpowiednim miejscu formularza wniosku, który składamy w Urzędzie Skarbowym. Można ją wyliczyć samemu. Należy zebrać faktury wystawione do końca 2011 roku, a więc jeszcze z 22% stawką VAT, zsumować kwoty VAT wyszczególnione na fakturach i pomnożyć przez 0,6818. Następnym krokiem jest zebranie faktur wystawionych w 2012 roku (czyli już z 23% VAT), zsumowanie kwoty VAT i pomnożenie przez 0,6522. Kiedy dodamy uzyskane wyniki, wyjdzie nam kwota, którą odzyskamy. Wtedy zaś powinniśmy sprawdzić, czy nie przekracza ona limitu. Jeżeli samodzielne wyliczenie stanowi dla nas problem, zawsze możemy zlecić je księgowej. 

Limit, gdy potrzebne jest pozwolenie na budowę, dla osób składających wniosek po raz pierwszy, wynosi 12,195% średnich kosztów budowy mieszkania o powierzchni 70 mkw. Średni koszt budowy 1 mkw. raz na kwartał wyliczany jest przez GUS. Obecnie wynosi 4130 zł, a więc aktualna wysokość limitu to 35300 zł.

Limit bez konieczności pozwolenia na budowę, dla osób, które nie korzystały jeszcze z tzw. ulgi remontowej, to 12,195% kosztów poniesionych przy budowie mieszkania o powierzchni 30 mkw., czyli 15100 zł.

Jeżeli ubiegamy się o zwrot w kolejnych latach (w ciągu pięcioletniego okresu), limit zmniejsza się o kwoty, które już odzyskaliśmy. Należy uwzględnić ten fakt w następnych obliczeniach.

Fot:  ont1.jpg 

Wniosek z załącznikami (czyli wykazem faktur wraz z ich kopiami oraz pozwoleniem na  budowę lub jeśli remont tego nie wymagał – z tytułem prawnym do domu lub mieszkania, a więc np. aktem własności, dowodem otrzymania spadu/darowizny, umową najmu/dzierżawy, przydziałem lokalu kwaterunkowego/zakładowego, umową użyczenia, podnajmu, itp.) składamy w Urzędzie Skarbowym w dowolnie wybranym przez siebie momencie, ale – co ważne – tylko raz w każdym roku. VAT możemy odzyskiwać w ciągu 5 lat od daty złożenia pierwszego wniosku aż do momentu wyczerpania limitu. W przypadku małżeństw, pamiętajmy, że zwrot przysługuje łącznie obydwojgu małżonkom.

Przepisy dokładnie określają, co jest remontem i wyłącznie za takie prace można dostać zwrot. Szczegółowy wykaz wszystkich prac oraz materiałów budowlanych, za które przysługuje zwrot, możemy znaleźć tutaj.

Wykaz faktur można zrobić samemu albo użyć gotowego formularza. Dla faktur z 22% VAT będzie to formularz VZM-1/B, zaś dla faktur z 23% VAT będziemy potrzebowali formularza VZM-1/C.

Decyzja o przyznaniu zwrotu kosztów za materiały budowlane wydawana jest przez naczelnika urzędu skarbowego, w którym składaliśmy wniosek. Ma on na jej wydanie 4 miesiące od daty złożenia wniosku. Jeżeli będzie pozytywna, w ciągu 25 dni powinniśmy spodziewać się przelewu na naszym koncie.

Warto korzystać z tzw. ulgi remontowej. Przecież zamiast oszczędzać na materiałach, rozsądniej będzie zaoszczędzić na VAT, tym bardziej, że od kwoty, którą uzyskamy ze zwrotu, nie zapłacimy już ani grosza podatku.

środa, 8 sierpnia 2012

Pracownik vs. pracodawca


„Ciężka praca i brak rozrywek sprawiają, że będziesz cholernym nudziarzem, a twoja  żona bogatą wdową”  – tak powiedział kiedyś E. Evans-Pritchard i ciężko odmówić temu stwierdzeniu racji. Najlepiej dla każdego z nas byłoby wykonywać pracę, którą się lubi, dostawać za nią godziwe wynagrodzenie, a do tego mieć czas na różne przyjemności.

Często jednak niestety nie wszystko układa się po naszej myśli i zdarza się, że kiedy już podejmiemy pracę, problemy dopiero się zaczynają, a my jesteśmy bezradni. Wcale nie musi tak być! Pracownik powinien być świadomy swoich obowiązków i wypełniać je najlepiej jak tylko potrafi, przy czym nie może zapominać, że posiada również szereg praw, na których straży stoi sąd pracy.

Możemy zgłaszać się do niego ze sprawami, w których nastąpiło naruszenie tego, co wynika z umowy o pracę, a więc o odwołanie wypowiedzenia umowy, sprostowanie świadectwa pracy, o przywrócenie do pracy lub odszkodowanie,  o wypłatę wynagrodzenia (w tym także premii czy ekwiwalentów np. za urlop), anulowanie kary porządkowej (upomnienia, nagany, kary pieniężnej). Można ponadto skarżyć pracodawcę, który wymusił na nas przejście z umowy o pracę na umowę zlecenie lub o dzieło, a także w przypadku dyskryminacji lub mobbingu.

Fot.  klfoo.org 

Trzeba pamiętać, że w sytuacji, kiedy roszczenia dotyczą kar porządkowych i sprostowania świadectwa pracy, należy najpierw złożyć odwołanie w pracy. Dopiero gdy to nie poskutkuje, można  skierować sprawę do sądu. Poza tym warto wiedzieć, iż sąd pracy nie zajmuje się sprawami związanymi z ustanawianiem nowych warunków pracy oraz płacy ani stosowaniem norm pracy. Nic nie zdziała się więc przed sądem pracy, kiedy pracodawca np. obciął nam pensję czy zwiększył obowiązki.

Jeżeli zdecydujemy się na złożenie pozwu, musimy udać się do sądu właściwego ze względu na miejsce zamieszkanie pracodawcy, jeśli jest osobą fizyczną lub ze względu na siedzibę firmy, jeśli jest osobą prawną. Pozwy wnosi się do sądu rejonowego, z wyjątkiem sporów dotyczących praw autorskich, w przypadku których musimy udać się do sądu okręgowego.

Pozew należy złożyć w ciągu 7 dni, począwszy od dnia doręczenie pisma z wypowiedzeniem umowy o pracę. Jeżeli umowa została rozwiązana bez wypowiedzenia, termin ten jest dwutygodniowy i liczy się od dnia zawiadomienia o rozwiązaniu umowy o pracę bez wypowiedzenia lub od dnia wygaśnięcia umowy o pracę. Warto pamiętać, że wszelkie roszczenia ulegają przedawnieniu po 3 latach.

Najlepiej byłoby rozwiązywać wszystkie problemy polubownie. Warto rozmawiać i przedstawiać swoje stanowisko na dany temat, zwłaszcza wtedy, gdy mamy wrażenie, że coś powinno wygadać zupełnie inaczej aniżeli się prezentuje. Kiedy nie uda nam się nic wskórać, a sprawa jest poważna, nie powinniśmy mieć większych oporów, by skierować ją do sądu, zwłaszcza że przed sądem pracy zwykle pracownik jest zwolniony z opłat. Jedynie kiedy domaga się od pracodawcy kwoty powyżej 50 tys. zł, musi wnieść opłatę w wysokości 5 % wartości dochodzonej sumy.